Vyhľadaj hráča
˙• †_»°X°«_† •˙ - Blog
˙• †_»°X°«_† •˙   
Yeeeee.....Ołrajt! ;]
naposledy prihlásený:  Pool 8
132 dni 17 hodín pred   
    •  

    Masz w domu współlokatora? Wkurza Cię? Zobacz jak można go wykończyć ! ;]

    04.07.2009

    1) Kup komplet noży. Ostrz je każdej nocy, spoglądając na współlokatora i mrucząc pod nosem : ,,już niedługo...już niedługo"

    2) Pod nieobecność współlokatora wyszyj na każdej parze jego majtek swoje inicjały. Potem oskarż go o ich kradzież pytając, co twoje gacie robią na jego półce.

    3) Za każdym razem, kiedy twój współlokator wróci do domu, krzycz: "hurra,hurra wróciłeś!", tak głośno, jak potrafisz. Przez dziesięć minut tańcz i skacz dookoła pokoju. Potem usiądź. Bez przerwy zerkaj na zegarek, okazuj oznaki zniecierpliwienia i pytaj go, czy przypadkiem się gdzieś nie wybiera.

    4) Zacznij kolekcjonować ziemniaki (postaraj się aby były one jak największe). Domaluj im twarze i nadaj imiona. Jednego z nich nazwij imieniem swojego współlokatora i posadź go na widocznym miejscu. Wieczorem kładź ziemniaka w łóżku współlokatora i nie pozwalaj mu się na nim położyć tłumacząc, że to miejsce jest już zajęte. Za każdym razem, kiedy będziesz zwracał się z czymś do współlokatora, mów do ziemniaka.

    5) Każdej nocy udawaj, że mówisz przez sen. Zachwycaj się ciałem swojego współlokatora i snuj plany zdobycia go. Lunatykuj. Pakuj się do jego łóżka. Rano udawaj, że nic nie pamiętasz, ale nie zapominaj od czasu do czasu klepnąć go po tyłku.

    6) Postaw butelkę (np. po wódce) na środku pokoju. 2 razy dziennie oddawaj jej hołd, co godzinę śpiewaj pieśni na jej cześć. Nie pozwalaj współlokatorowi wejść do pokoju bez zdjęcia butów i oddania butelce pokłonu. Nadaj współlokatorowi nowe, debilne imię i zwracaj się nim do niego mówiąc, że butelka ci to nakazała. Znoś do domu wiadra gnijących liści i urządzaj procesje, rozsypując je po wszystkich kątach.

    7) Rozpowiedz miejscowym pijaczkom, że twój współlokator pędzi wyśmienity bimber. Dodaj, że oddaje litr za 10 kilo makulatury i odśpiewanie wybranej piosenki Krzysztofa Krawczyka.

    8) Notoryczne wyżeraj z lodówki wszystko, co zostało przywiezione przez współlokatora. Potem głośno narzekaj i wytykaj mu, że jedzenie było niedobre i nieświeże. Wyrażaj przypuszczenie, że chciał cię otruć. Jeśli będzie protestował, nazwij go egoistą. Swoje jedzenie zabezpiecz w małej lodóweczce zamykanej na kłódkę.

    9) Ścieraj kurze ulubionymi ubraniami współlokatora. Chwal jego gust mówiąc, że ubrania jego ulubionych marek idealnie wchłaniają kurz i brud.

    10) Zacznij słuchać country (oczywiście na fulla). Potem zacznij grać country, pisząc piosenki o twoim współlokatorze i prosząc go o ich wysłuchanie i ocenę. Oglądaj westerny. Kup sobie pistolet na kapiszony i strzelaj w stronę współlokatora wykorzystując element zaskoczenia. Powyrzucaj jego ulubione płyty Cd tłumacząc mu, że tylko country zasługuje na miano prawdziwej muzyki. Zwieź do mieszkania 100 kilogramów nawozu końskiego mówiąc, że tylko otoczony takim zapachem jesteś w stanie egzystować. Od czasu do czasu zapytaj, czy wspołlokator nie mógłby dla ciebie wejść w rolę krowy, bo jeśli nie poćwiczysz rzucania lassem, zapewne niedługo wyjdziesz z wprawy.

    •  

    Wakacje wakacje...ale warto dobrze przygotować się do nowego roku szkolnego...przeczytajcie to a bedzie wam łatwiej ! ;]

    03.07.2009

    …albo i nie.

    Oto kilka przykładów tego, jak w dzisiejszych czasach trzeba być w szkole ostrożnym…

     



    Scenariusz: Janek i Marek wdali się po szkole w bójkę na pięści.

    1960 – Zbiera się tłum. Wygrywa Marek. Janek i Marek podają sobie ręce i rozchodzą się w zgodzie.

    2009 – Wezwano policję. Jednostka Szybkiego Reagowania przybywa i aresztuje Janka i Marka. Policja rekwiruje telefony komórkowe z nagraną bójką jako dowody rzeczowe. Chłopcy są oskarżeni o napaść oraz zachowanie niegodne ucznia, obaj zostają wyprowadzeni ze szkoły oraz obaj są zawieszeni, mimo iż to Janek sprowokował bójkę. Zostają zaaranżowane różne konferencje oraz spotkania z rodzicami. Zapis video jest dostępny na 6 stronach www.


    Scenariusz: Jacek nie chce siedzieć spokojnie w klasie, przeszkadza innym uczniom.


    1960 – Jacek zostaje wysłany do gabinetu dyrektora, dostaje 6 razy po dupie. Wraca do klasy, siedzi cicho i nie przeszkadza już w prowadzeniu zajęć.

    2009 – Jacek zostaje nafaszerowany dużą dawką Ritaliny. Ociera się o śmierć. Staje się zombie. Stwierdzono u niego zespół ADHD. Szkoła dostaje dodatkowe fundusze, z powodu niepełnosprawności Jacka. Jacek wylatuje ze szkoły.


    Scenariusz: Grzegorz wybija szybę w samochodzie sąsiadów i dostaje od ojca “z plaskacza”.

    1960 – Grzegorz następnym razem będzie ostrożniejszy. Wyrasta na normalnego faceta, idzie na studia i zostaje zdolnym biznesmenem.

    2009 – Ojciec Grzegorza jest aresztowany za znęcanie się nad dzieckiem. Grzegorz zostaje przeniesiony do domu dziecka i przyłącza się do gangu. Psycholog wmawia jeszcze siostrze Grzegorza, że była molestowana przez ojca i tatuś trafia do paki. Matka Grzegorza wdaje się w romans z psychologiem. Psycholog dostaje awans.


    Scenariusz: Franek, student, przynosi do szkoły papierosy.

    1960 – Franek częstuje papierosem dyrektora szkoły w wydzielonym pomieszczeniu dla palących.

    2009 – Wezwano policję i Franek wylatuje ze szkoły „za posiadanie narkotyków i rzeczy tym podobnych”. W jego aucie dokonano rewizji, szukając narkotyków i broni.


    Scenariusz: Tomek z Kasią idzie do stodoły i...


    1960 – ...rozmawiają ze sobą.

    2009 – ...bawią się w "rodziców". Tomek zostaje razem z Kasią zawieszony. Rodzice Kasi oskarżają rodzinę Tomka o gwałt. Kasia ucieka z Tomkiem. Tomek zostaję bandytą, a Kasia prostytutką. Od 5 lat trwa postępowanie karne w sprawie rodziców Tomka.


    Scenariusz: Mohammed oblewa angielski na maturze .

    1960 – Mohammed podchodzi jeszcze raz do egzaminu i idzie na studia.

    2009 – Sprawa Mohammeda zainteresowała lokalną grupę Obrony Praw Człowieka. Ukazują się artykuły w ogólnonarodowej prasie, że obowiązkowy egzamin z angielskiego to czysty rasizm. Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich wysuwa pozew sądowy przeciwko stanowemu systemowi szkolnictwa i nauczycielowi angielskiego. Angielski już nie jest obowiązkowym przedmiotem na maturze. Mohammed zdaje maturę z wynikiem pozytywnym i zarabia na życie kosząc trawniki. Lepszej roboty nie znajdzie, bo nie zna angielskiego.


    Scenariusz: Łukasz znajduje resztki fajerwerków, wsadza je do butelki po rozpuszczalniku i wysadza w powietrze mrowisko.

    1960 - Mrówki giną.

    2009 – Zostają wezwane MI-5 i policja, a Łukasz jest oskarżony o popełnienie aktu terroryzmu. Trwa dochodzenie przeciwko rodzicom, rodzeństwo Łukasza zostaje zabrane z domu, skonfiskowane są komputery, a tata Łukasza trafia na listę podejrzanych i nigdy już nie poleci za granicę.


    Scenariusz: Mirek upada na przerwie i zdziera sobie skórę z kolana. Jego nauczycielka, Małgorzata, znajduje go płaczącego i postanawia go przytulić, by choć trochę go pocieszyć.

    1960 – Po kilku chwilach Mirek czuje się lepiej i wraca do gry.

    2009 – Małgorzata jest oskarżona o molestowanie seksualne i traci pracę. Grozi jej 3 lata pozbawienia wolności. Mirek uczęszcza przez 5 lat na psychoterapię. Zostaje gejem.

    •  

    Wpływ muzyki na nasze życie...warto przeczytać ;]

    30.06.2009

    Pop

    Wchodzimy do modnego sklepu modnie ubrani, bierzemy modną
    bułkę, płacimy za nią modnymi banknotami modnemu sprzedawcy i wychodzimy modnie zamykając drzwi.

    Stupid House - nie mylić z Techno!

    Wbijamy do sklepu rozbujanym krokiem, w kurteczce rozpakowującej nas w barach, wybieramy dużą bułkę, którą wrzucamy do naszej reklamówki po nowych "adkach", płacimy sprzedawcy dyszką mówiąc, że braszko wisiał za fajeczki. Mówimy "dzięx" po czym wychodzimy i odjeżdżamy furką.

    Disco polo

    Wchodzimy do sklepu uśmiechając się wesoło, bierzemy bułkę i gryziemy kawałek, po czym płacimy i wychodzimy.

    Italo disco

    Przychodzimy do sklepu w nocy po bułkę, ale sklep jest już zamknięty. Siadamy więc na schodach przed wejściem do sklepu i łamanym angielskim z włoskim akcentem śpiewamy, jak bardzo potrzeba nam bułki i jak nam bez niej źle

    Muzyka elektroniczna

    Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę i skanujemy ją specjalnym urządzeniem stwierdzającym jakość, próbujemy też przesunąć ją przez czytnik, lecz na bułce nie ma kodu kreskowego. Płacimy za nią kartą kredytową i wychodzimy.

    Heavy metal

    Wchodzimy do sklepu ciężkim krokiem, bierzemy tyle bułek ile się da i pakujemy je do foliowej torby. Sklepikarzowi płacimy ciężkimi, metalowymi groszówkami i odchodzimy tak samo ciężkim krokiem.

    Power metal

    Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę najbardziej przypominającą zaginioną tarczę królów i pakujemy ją do naszej błyszczącej jak rycerska zbroja reklamówki, po czym płacimy szczerym złotem z kopalni krasnoludów i wychodzimy ze sklepu.

    Thrash metal

    Wchodzimy do sklepu trzaskając tak mocno drzwiami, że aż pęka szyba. Bierzemy najbardziej czerstwą bułkę, ściskamy ją mocno i pożeramy głośno chrupiąc, po czym płacimy sklepikarzowi i wychodzimy.

    Viking metal

    Wchodzimy do sklepu uważając, by nie przewrócić się o naszą długą brodę, nabijamy bułkę na róg na hełmie, podpalamy sklepikarza i odchodzimy.

    Death metal

    Wchodzimy do sklepu zadeptując przy tym z premedytacją parę karaluchów biegających po podłodze. Bierzemy bułkę, ściskamy ją z całej siły i spożywamy mlaszcząc niesamowicie. Idziemy do sklepikarza, płacimy mu zakrwawionym banknotem i czekamy aż wyda nam resztę, patrząc się groźnie na niego, po czym wychodzimy ze sklepu.

    Black metal

    Wchodzimy do sklepu trzaskając drzwiami, bierzemy najczarniejszą bułkę, rozrywamy ją na części i zjadamy, płacimy sklepikarzowi i odchodzimy trzaskając drzwiami.

    Folk metal

    Wbiegamy „o świcie, jak tylko zapieje pierwszy kur” do sklepu, wygrywając jednocześnie niemożliwie skomplikowany riff na naszej świeżo nabytej w skansenie cytrze, machając wysmarowanymi dzieckiem kasztanowymi włosami i wyśpiewując pogańskie wersety. Łapiemy pierwszą lepszą bułkę, rzucamy na ladę garść dukatów z naszej sakiewki, po czym wracamy do lasu tańcować z wilkami.

    Speed metal

    Wbiegamy do sklepu, błyskawicznie bierzemy bułkę, płacimy za nią równie szybko i w mig znikamy.

    Metal gotycki

    Wchodzimy około 22.00 do sklepu (tuż przed zamknięciem), bierzemy bułkę, podchodzimy do sklepikarza i zaczynamy płakać, bo zapomnieliśmy pieniędzy, przez co rozmazuje nam się czarny makijaż, po paru minutach odkładamy bułkę i wychodzimy.

    Metal industrialny

    Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, podchodzimy do lady i sięgamy do kieszeni chcąc wyjąć pieniądze, ale okazuje się, że nie mamy na sobie spodni. Odkładamy bułkę i czerwieniąc się szybko zmykamy.

    Doom metal

    Wchodzimy do sklepu powolnym krokiem, bierzemy powoli bułkę, płacimy sklepikarzowi powoli, ponuro patrząc mu w oczy i mamrocząc, że jego i jego bułki i tak spotka zagłada, kładziemy na ladzie groszówki i wychodzimy.

    True norwegian black metal

    Wskakujemy do sklepu i udajemy, jakbyśmy mieli coś wrzasnąć. Ale nie, idziemy cicho, wybieramy bułkę. Potem na jej miejsce wtykamy nonszalancko resztki niedojedzonego kota, po czym wpychamy bułę do gęby, kasjerowi rzucamy prosto na tacę 6,66 zł razem ze zdjęciem truposza. Kiedy wychodzimy, mlaskając mówimy: Jeszcze tu wrócę, i nie tylko ja!

    Hardcore (w wersji Straight Edge)

    Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułki, dzięki którym możemy się najeść nie krzywdząc zwierząt, po czym biegniemy do działu z mięsem i krzyczymy do ludzi o mordowaniu naszych mniejszych braci, puszczamy najbardziej brutalne filmiki z rzeźni, ale tak żeby małe dzieci widziały, po czym wynosimy jak najwięcej mięsa aby urządzić godny pogrzeb.

    Grunge

    Wchodzimy brudni do sklepu, bierzemy bułkę, mówimy jej jak się nienawidzimy i jak bardzo chcemy palnąć sobie w łeb, podchodzimy do sprzedawcy i przeszukujemy dziurawe dżinsy, znajdując wreszcie grosiki dajemy i odchodzimy bez słowa, potykając się o sznurówki trampek lub glanów.

    Soft rock

    Wchodzimy do sklepu podtrzymując drzwi, żeby nie trzasnęły, bierzemy bułkę, płacimy i wychodzimy delikatnie zamykając drzwi.

    Post-Rock

    Wchodząc do sklepu zachwycamy się nad brzmieniem skrzypiących drzwi i zaczynamy myśleć, jak by to brzmienie włączyć do post-rockowego plumkania. Myślimy nad tym tak intensywnie, że zapominamy o bułkach i wracamy do swojego post-rockowego zespołu, gdzie zaspokajamy głód doskonałym wzajemnym zrozumieniem i zgraniem.

    Math rock

    Wchodzimy do sklepu i pożeramy wszystkie bułki, po czym idziemy do sklepikarza i płacimy. On się nas pyta jakim cudem tyle zjedliśmy, a my mówimy, że i tak tego nie zrozumie i odchodzimy.

    Rock progresywny

    Wchodzimy do sklepu i bardzo długo zastanawiamy się, którą bułkę wziąć, w końcu sklepikarz informuje nas, że już zamyka i wychodzimy bez bułki.

    New Prog

    Wchodzimy do sklepu, który uznaliśmy za najbezpieczniejszy w przypadku nagłej apokalipsy. Po drodze do stoiska z pieczywem ukradkiem wrzucamy między gazety na półce ulotki ujawniające spisek rządów całego świata. Bierzemy bułkę najmniej wyróżniającą się z tłumu bułek i wychodzimy bez słowa i nie płacąc. Jednak jeśli sprzedawca próbowałby nas zagadnąć, szeptem mówimy: Nie mogę rozmawiać, Oni są wszędzie! i wychodzimy jeszcze bardziej bez słowa.

    Rock alternatywny

    Wchodzimy do sklepu, wybieramy dwie bułki najbardziej nie pasujące do pozostałych, jedną ukradkiem wkładamy do kieszeni, uważając na rozmieszczenie kamer w sklepie. Za drugą bułkę płacimy fałszywymi pieniędzmi, po czym wkładamy ją do torby której nie widać spod naszywek i szybko wychodzimy, nerwowo zerkając za siebie i potykając się o próg tudzież powierzchnię płaską.

    Metal Progresywny

    Wchodzimy do sklepu, w skomplikowany sposób chwytając za klamkę. Bierzemy dobrze dobraną bułkę (ale najpierw dokładnie rozważamy wszystkie możliwości), mówimy "To jest to!", po czym płacimy za nią równą 7/8 złotówki. Wychodzimy, po czym pytamy naszych przyjaciół, czy uważają, że wybór był trafny

    Glam rock

    Wchodzimy do sklepu, bierzemy różowiutką bułkę, podchodzimy do sklepikarza i płacimy mu, sklepikarz śmieje się z naszego makijażu i myli się w wydawaniu reszty, po czym wychodzimy ze sklepu.

    Rock and roll

    Wchodzimy do sklepu rytmicznym i tanecznym krokiem, chwytamy pierwszą lepszą bułkę, płacimy i odchodzimy nie zapominając o krokach.

    Punk rock

    Wchodzimy do sklepu schylając się, by nie zawadzić irokezem o futrynę, bierzemy najtańszą bułkę, płacimy sklepikarzowi nie biorąc reszty i odchodzimy.

    Indie rock

    Ubrani w ciuchy z lumpeksu wchodzimy do najmniejszego sklepiku w jakimś zapomnianym przez świat miasteczku, bierzemy najmniejszą, najbardziej niepozorną bułkę zagubioną gdzieś w kącie działu z pieczywem, wyciągamy pieniądze (najlepiej walutę z najdalszego zakątka świata) z naszego XIX-wiecznego portfela, spokojnie płacimy i wychodzimy, nie biorąc plastikowego woreczka.

    Emo

    Delikatnym krokiem wchodzimy do sklepu, grzecznie kłaniamy się sklepikarzowi, którego widzimy tylko jednym okiem, ponieważ drugie zasłania nasza długa czarna grzywa. Bierzemy delikatnie bułkę chwytając ją w dwa palce. Kiedy widzimy, że bułka ma rysę, płaczemy, po czym delikatnym krokiem podchodzimy do sprzedawcy, aby pomógł nam wyjąć pieniądze z portfela. Nie chcemy żeby rozmazał nam się czarny makijaż, więc delikatnie wycieramy łzy z policzków. Kiedy emocje w nas buzują, odkładamy bułkę na miejsce i delikatnie otwieramy drzwi. Mówimy delikatnym głosem do widzenia i przepraszamy, że zajęliśmy tak dużo czasu.

    Folk

    Wchodzimy do sklepu w sukni z koralami i w ogóle, bierzemy bułkę upieczoną tradycyjnie, po czym wyjmujemy pieniądze z naturalnego, skórzanego portfela, płacimy i podśpiewując szlagiery wychodzimy z wyszczerzonymi zębami.

    Jazz

    Wchodzimy do sklepu w marynarce i jeansach, pukamy palcami każdą bułkę i bierzemy tą która ma najlepszy sound. Płacimy za bułkę i stawiamy sprzedawcy lizaka Chupa Chups, po czym odchodzimy.

    Reggae

    Wchodzimy do sklepu, jednak nie za bardzo jesteśmy zainteresowani bułkami, pytamy się więc sklepikarza czy ma zioło, niestety odpowiada przecząco. Wychodzimy ze sklepu i grzebiemy nerwowo po kieszeniach wyrzucając z nich wszystko, w końcu znajdujemy ukochane zioło i je zapalamy. Po około dwóch godzinach wracamy po bułkę.

    Blues

    Wchodzimy do sklepu, trzy godziny wybieramy bułkę, jednak żadna nam nie pasuje, wychodzimy, wyjmujemy gitarę i zaczynamy śpiewać że sklep niedobry, bułka zeschnięta i został nam tylko blues.

    Country

    Wchodzimy do sklepu zdejmując wcześniej kapelusz i żując z przyzwyczajenia kłosek, bierzemy świeżutką bułkę, płacimy za nią i wychodzimy ze sklepu zakładając z powrotem kapelusz na głowę i podciągając dżinsy.

    Techno

    Wchodzimy do sklepu poruszając lekko głową do przodu, bierzemy bułkę, obracamy ją kilka razy, płacimy sklepikarzowi, który coś do nas mamrocze, jednak my nie słyszymy, bo mamy słuchawki na uszach, po czym odchodzimy. (w przypadku Trance co jakiś czas podczas breakdownu czas zatrzymuje sie w miejscu i widok pokazany jest z różnych perspektyw)

    Rap

    Wchodzimy do sklepu, bierzemy bułkę, rzucamy parę przekleństw dla otuchy, płacimy za bułkę mówiąc do sklepikarza rymem i wychodzimy ze sklepu.

    Gangsta rap

    Wchodzimy do sklepu z ziomkami, dzwoniąc złotym łańcuchem wyciągamy klamkę i celując nią w sklepikarza krzyczymy Dawaj bułkę, białasie!, wychodząc ze sklepu rzucamy 50 centów i trzaskamy drzwiami. Przed sklepem czeka czarny van pełen ziomków, z chromowanymi felgami i pełnym zestawem audio. Wsiadamy, po czym odjeżdżamy do naszej biednej dzielnicy rapować o ciężkim życiu na ulicy.

    R&B

    Wchodzimy do sklepu tanecznym krokiem a''la Michael Jackson, bierzemy najbardziej wypieczoną bułkę, podchodzimy do sklepikarza, śpiewamy, jaka ta bułka jest piękna, jaka ona jest chrupiąca, że będzie naszą częścią itp. Dajemy sklepikarzowi kilka groszy i tanecznym krokiem wychodzimy.

    New Age

    W blaskach promieni słonecznych wchodzimy do sklepu ładnie uśmiechając się do sklepikarza, wybieramy najładniejszą bułeczkę mówiąc do sprzedawcy Piękna, prawda?. Następnie płacimy, dajemy kwiatka i przyrzekamy, że świat będzie jeszcze piękniejszy po czym wychodzimy.

    Funk

    Wchodzimy do sklepu bujając się i rytmicznie potupując, po czym bierzemy bułkę o najzabawniejszym kształcie. Wyciągamy z kieszeni pierwszą lepszą rzecz i rzucamy na ladę. Wciąż bujając się wychodzimy i chwalimy się naszą bułką kolegom.

    Kalifornijski punk

    Wślizgujemy się do sklepu, krzycząc I don''t wanna be an American idiot!, po czym wykonujemy spektakularny skok i lądujemy w naszych wystrzępionych trampkach z oderwaną podeszwą na samym środku sklepu. Pół godziny łazimy po sklepie, szukając bułek i strzelając oczkami zza rozczochranej grzywy. Znajdujemy je wreszcie, ale przy kasie stwierdzamy, że lepszy będzie chleb, który mamy w domu. Co z tego, że wczorajszy. Zostawiamy więc bułki na ladzie, przepychamy się przez kolejkę i wychodzimy ze sklepu widowiskowym ślizgiem, powiewając czerwonym krawatem.

    Poezja śpiewana

    Wchodzimy do sklepu, wybieramy bułkę, układamy o niej wiersz, wyciągamy gitarę, dobieramy melodię, i śpiewamy. Sprzedawca się wzrusza i daje nam bułkę za darmo..

    Jumpstyle music

    Wskakujemy do sklepu pamiętając o krokach: lewa noga niski wykop do przodu, do tyłu, prawa noga do tyłu i dwa razy wykop do przodu. Przy ladzie skaczemy śpiewając "Come on and one, two, three, come jump along with me!". Sklepikarz nas nie bardzo rozumie, bo skacząc trzęsie się nam głos. Sprzedawca decyduje się nam dać chleb, ale robimy dwa obroty z podkuloną nogą i wypalamy "One, two, three, four, five, today I feel alive!". Sklepikarz domyślając się o co nam chodzi chowa chleb i sprzedaje nam 5 bułek. Skacząc rzucamy garść drobniaków, które rozsypują się po całym sklepie, a wychodząc niszczymy dwa regały wykopami.

    •  

    cały Jasiu....

    25.06.2009

    Jasio miał 10 lat i był bardzo ciekawski. Słyszał od starszych kolegów trochę o "zalotach" i chciał wiedzieć jak to jest i jak to się robi. Co robi mały chłopiec żeby się takich rzeczy dowiedzieć? Idzie do mamusi! A więc Jasio poszedł do mamy. Mamusia się trochę zakłopotała i, zamiast wyjaśnić, nakazała Jasiowi, żeby schował się za zasłoną w pokoju siostry w celu podglądania jej ze swoim chłopakiem.


    Tak też Jasio zrobił. Następnego ranka opowiada wszystko mamie:


    Siostra i jej chłopak usiedli rozmawiając przez chwilę. Po czym on zgasił większość świateł i zostawił tylko jedną nocną lampkę. Zaczął ją całować i obściskiwać. Zauważyłem, że siostra musiała być chora, bo jej twarz zrobiła się taka śmieszna. On też musiał to wyczuć, bo wsadził jej rękę pod bluzkę w celu znalezienia jej serca... tak jak lekarze to robią na badaniu, ale on nie był taki zdolny jak lekarz, bo miał problemy ze znalezieniem tego serca. Wydaje mi się, że on też był chory, bo wkrótce zaczęli obydwoje dyszeć i zaczynało im brakować tchu. Druga ręka musiała mu zmarznąć, ponieważ włożył jej ją pod sukienkę. Wtedy siostra poczuła się gorzej i zaczęła jęczeć, wzdychać, skręcać się i ślizgać tam i z powrotem na kanapie. I tu zaczęła się jej gorączka. Wiem, że to była gorączka, ponieważ powiedziała mu, że jest napalona. W końcu dowiedziałem się, co spowodowało, że byli tacy chorzy - wielki węgorz dostał mu się jakoś do spodni. Nagle wyskoczył ze spodni i stał tak długi na 25 cm. Kiedy siostra to zobaczyła naprawdę się wystraszyła, oczy zrobiły się jej wielkie, a usta otworzyły. Mówiła, że to największy, jakiego widziała... powinienem jej powiedzieć o tych, jakie łapaliśmy z tatą nad jeziorem - te to dopiero były duże, ale wracając do nich... siostra była bardzo dzielna rzuciła się na węgorza i próbowała odgryźć mu głowę... potem złapała go w dwie ręce i trzymała mocno kiedy on wyciągnął pysk z worka i zaczęła ślizgać ręka po jego głowie tam i z powrotem, żeby powstrzymać go przed ugryzieniem. Potem siostra położyła się na plecach i rozłożyła nogi... aby móc go ścisnąć, chłopak jej pomagał i położył się na węgorzu. Wtedy dopiero zaczęła się walka. Siostra zaczęła jęczeć i piszczeć, a jej chłopak o mało co nie rozwalił kanapy.Podejrzewam, że chcieli zabić go przez ściśnięcie między nimi... po chwili pewni, że zabili węgorza przestali się ruszać i głośno wzdychali. Chłopak był pewien, że zabili węgorza, bo wisiał taki wiotki, a reszta jego wnętrzności wisiała na zewnątrz. Siostra i jej chłopak byli już trochę zmęczeni walką... ale powrócili do zalotów. On zaczął ją znowu całować... itd., aż tu nagle okazało się, że węgorz żyje!!! Szybko się podniósł i zaczęli walkę na nowo. Podejrzewam, że węgorze mają 7 żyć tak jak koty... tym razem siostra próbowała go zabić przez siadanie na nim. Po 35 minutach ciężkiej walki w końcu zabili węgorza. Jestem tego pewien bo widziałem jak chłopak siostry ściągnął z niego skórę i wyrzucił do śmietnika...

     

     

    Mama zemdlała...

    •  

    Trędowaty i jego problemy ;)

    22.06.2009

    Jedzie trędowaty tramwajem. Wchodzi kanar, podchodzi do niego i mówi:
    - Bilet proszę.
    Ten spanikowany zaczyna przetrząsać kieszenie. Odpada mu ręka.
    Przeprasza, podnosi ją i wyrzuca przez okno. Zdenerwowany, jeszcze gwałtowniej przeszukuje kieszenie. Odpada mu noga. Przeprasza, podnosi I wyrzuca.
    Już w kompletnej panice traci drugą nogę. Oczywiście za okno.
    Kanar zdziwiony patrzy na niego i mówi:
    - My tu gadu gadu, a ja widzę, że pan mi powoli spieprza.

    •  

    Następna dziesiątka...xD

    13.06.2009

    1.

    Do działu rekrutacji w filharmonii zgłasza się Kowalski.
    - Czy potrafi pan grać na jakimś instrumencie? - pyta kadrowa.
    - Nie.
    - To po co mi pan głowę zawraca?
    - Potrafię wypierdzieć z nut każdą melodyjkę.
    - Jak to?
    - Proszę o jakieś nuty.
    Kadrowa podaje mu parę arkuszy zapisanych nutkami. Kowalski przegląda je w skupieniu i po chwili wypierduje melodyjkę. Kadrowa nie wie co zrobić więc prosi Kowalskiego, by porozmawiał z dyrektorem. Rozmowa z dyrektorem ma podobny charakter jak z kadrową. W końcu dyrektor pyta:
    - A wypierdzi pan 5 symfonię Beethovena?
    - Mogę zobaczyć nuty?
    - Proszę.
    Kowalski studiuje nuty i w końcu mówi:
    - Nie. Niestety tego kawałka nie mogę wypierdzieć.
    - Dlaczego?
    - Bo tu, - pokazuje palcem grupę nut - tu i tu mogę się zesrać.

     

    2.

    Gość spóźnił się do kina. Seans już się zaczął, w sali ciemno, nic nie widać. Podchodzi do pierwszego z brzegu rzędu i pyta:
    - Przepraszam, czy to pierwszy rząd?
    - Nie, 15 - pada krótka odpowiedź.
    Idzie dalej.
    - Przepraszam, czy to pierwszy rząd?
    - Nie, 14.
    - Przepraszam, czy to pierwszy rząd?
    - Nie, 13.
    - Przepraszam, czy to pierwszy rząd?
    - Nie, 12.
    I tak dalej, aż wreszcie...
    - Przepraszam, czy to pierwszy rząd?
    - Tak, to pierwszy rząd! - tym razem głos jest dość zniecierpliwiony.
    - Bomba! Przepraszam, czy to pierwsze miejsce?
    - Nie, 15.
    - Przepraszam, czy to pierwsze miejsce?
    - Nie, 14.
    - Przepraszam...
    I tak dalej, aż...
    - Przepraszam, czy to pierwsze miejsce?
    - Tak, to pierwsze miejsce! - warczy zapytany.
    Gość siada, wyciąga chipsy, otwiera, już ma zacząć jeść gdy...
    - Chce pan spróbować? - zwraca się grzecznie do sąsiada.
    - Nie.
    - A pan?
    - Nie.
    - A pana żona?
    - To nie jest moja żona.
    - Przepraszam. A pani chce?
    - Nie!
    - A może pan łysy chce spróbować?
    - Nie!!!
    Gość wciął chipsy i wyciąga colę. Niestety, na butelce jest kapsel...
    - Ma pan otwieracz?
    - Nie.
    - A pan?
    - Nie.
    - A pana żona?
    - To nie jest moja żona.
    - Przepraszam. A pani ma?
    - Nie!
    - A może pan łysy ma otwieracz?
    - Nie!!!
    Jakoś jednak się uporał z kapslem, podnosi butelkę do ust, ale...
    - Chce się Pan napić?
    - Nie.
    - A pan?
    - Nie.
    - A pana żona?
    - To nie jest kurwa moja żona !!
    - Przepraszam. A pani chce?
    - Nie!
    - A może pan łysy chce się napić?
    I nagle z głębi sali dobiega histeryczny wrzask:
    - Łysy! Kurwa! PIJ!!!

     

    3.

    Ślepy i jednoręki płyną malutka łódeczka po morzu. Jednoręki wiosłuje ile sił w ręku. W pewnym momencie wypadło mu wiosło. Patrzy i patrzy w wodę i mówi:

    - no kurcze dopłynęliśmy!

    A Ślepy wysiadł.

     

    4.

    Na terytorium Indian położono drogę żelazną. Wódz postanowił osobiście powitać pierwszy przyjeżdżający pociąg. Stanął na torach podniósł rękę w geście powitania a lokomotywa... nawet nie zwolniła i przejechała po nim jak po łysej kobyle. Ciężko ranny wódz odzyskuje przytomność w swoim kipi, gdy nagle słyszy zza ściany narastający gwizd. Zrywa się na równe nogi, wyskakuje na zewnątrz, patrzy a tu czajnik z gwizdkiem. Zrzuca go na ziemię, kopie, depcze, wali toporkiem. Żona wypada za nim wołając:
    - Uspokój się, co robisz???
    A wódz na to:
    - Zabić gnidę póki mały!!!

     

    5.

    Stefan siedząc do późna w pracy zaczął wspominać stare hipisowskie czasy, kiedy to codziennie były nowe panienki, narkotyki. Postanowił po 20 latach nie palenia marihuany w końcu zapalić, przypomnieć sobie wspaniałe dobre czasy. Odwiedził dzielnicę, na której mieszkał za młodu, i sprawdził czy diler Heniek jeszcze żyje i sprzedaje. Okazało się, że Heniek całkiem jeszcze dobrze prosperuje.
    - Witaj Heniu, nic się nie zmieniłeś...
    - Stefan, kope lat...
    - Potrzebuję jakieś fajne jointy, bo ze 20 lat nie paliłem, a chciałbym przypomnieć sobie jak to jest...
    - Słuchaj Stefan, sprzedam Ci, ale pod jednym warunkiem... musisz ten towar palić samemu i najlepiej w zamkniętym pomieszczeniu.
    - Dobra stary niech tak będzie - odparł Stefan i pożegnawszy się pomknął szybciorem do domu.
    Wpada do chałupy, cisza jak makiem zasiał, stara chrapie jak niedźwiedź, dzieciaki tak samo, więc postanowił zamknąć się w kibelku. Usiadł na sedesie wypakował towar, nabił lufkę, zaciąga się... otwiera oczy, patrzy ciemno. Wypuszcza dym - jasno.
    - Kurde, ale sprzęcicho się pozmieniało - pomyślał zdumiony Stefan.
    Po szybkim namyśleniu, drugiego macha pociągnął. Otwiera oczy, ciemno... wypuszcza - jasno. Podjarany myśli sobie, że jeszcze raz nic nie zaszkodzi. Zaciąga się - ciemno, wypuszcza dym - jasno. W tym momencie piekielnie silne walenie do drzwi kibelka....
    - Stefan co Ty tam robisz? - krzyczy strasznie wkurzona żona.
    Stefan wszystko wrzucił do sedesu i spuścił wodę i poddenerwowany odpowiada:
    - Golę się kochanie!
    - Trzy dni !?

     

    6.

    Przychodzi roztargniony profesor matematyki do sklepu foto-optyki.
    - Proszę film do aparatu.
    - 24 x 35?
    - 864!

     

    7.

    Polak w sklepie wolnocłowym na nowojorskim lotnisku zwraca się do sprzedawcy:
    - You, now, wiesz facet, I want to buy...piła.
    Widząc brak kontaktu mówi piła, piłka, i pokazuje rękoma wielką obłość oraz demonstruje koszykarskie odbijanie - You now, piła - odbija wyimaginowaną piłkę do koszykówki.
    - Oooh, ball? - pyta sprzedawca - You need to buy a ball?
    - Yes - cieszy się facet, ball, piła - teraz patrz mi na usta – łań cu cho wa.

     

    8.

    Siedzi sobie facet w barze i czyta gazetę a przed nim stoi zupa.
    Do baru wpada drugi facet strasznie głodny. Patrzy i widzi ze tamten pierwszy czyta gazetę i w ogóle nie pilnuje zupy. Bierze łyżkę i zaczyna jeść. Je i je aż na dnie widzi - leży grzebień. Tak go ten grzebień obrzydził, ze zwymiotował. W tym momencie pierwszy podnosi głowę z nad gazety i pyta :
    - Co, pan tez doszedł do grzebienia?

     

    9.

    Po 30-letniej hibernacji, budzą się ze snu prezydent Bush i prezydent Putin. Putin bierze aktualną gazetę, zaczyna czytać, po chwili zaczyna się śmiać i mówi:
    - Hahaha, Stany Zjednoczone przeszły na komunizm!
    Z kolei gazetę bierze Bush, też zaczyna ją czytać, po chwili również zaczyna się śmiać i mówi do Putina:
    - Hahaha, zamieszki na granicy Polsko-Chińskiej!

     

    10.

    Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówi do drugiego:
    - Słuchaj stary, nie wiem co mam zrobić, mój kot załatwia mi się na dywan.
    - Jak to?
    - No, załatwia się na dywan, potem jeździ tyłkiem po podłodze i rozsmarowuje to wszędzie, nie wiem już co mam robić. Może ty byś coś poradził?
    - Wiesz co, zwiń dywan i oklej podłogę papierem ściernym.
    Spotykają się ponownie po dwóch tygodniach.
    - No i jak? - pyta pomysłodawca.
    - O człowieku, rewelacja! Jak się skubaniec rozpędził w przedpokoju, to do lodówki już tylko oczy dojechały!

    •  

    No dobra...to czas na kolejne kawały ;)

    12.06.2009

    1.

    Mężczyzna na plaży zachodzi do stanowiska ratowników.
    - Panowie ratownicy, nie macie przypadkiem zapałek?
    - Proszę oto zapałki. Daj Pan papierosa, zapalimy.
    - Proszę bardzo - mężczyzna częstuje ratowników papierosami. Zapalają, przez chwilę delektują się aromatem tytoniu.
    - Jak leci, panowie? Jakie nastroje? - pyta.
    - No, tak sobie. Pracujemy pomalutku...
    - Lato w tym roku okropnie gorące, oddychać nie ma czym...
    - Strasznie. Spaliliśmy się przy tej robocie od tego cholernego słońca, upały, upały... Koszmar!
    - A płacą chociaż dobrze?
    - Żartujesz Pan? Ledwo można związać koniec z końcem...
    - Taa i te ceny złodziejskie...
    - Taa. Ciężko. Ale chłopaki, przyszedłem do Was w konkretnej sprawie. Przykro mi, że i ja wam głowę zawracam, ale tam, gdzie ta zielona boja, teściowa mi się topi...

     

    2.

    Amerykanie postanowili wysłać do Rosji agenta, aby przekazywał tajne plany.
    Komputery przeszukiwały dane, aby znaleźć najlepszego kandydata. Po tygodniu wyskoczył wynik. Wzięto delikwenta na przeszkolenie. Następnie wysłano go nad Rosję niewykrywalnym samolotem. Agent wyskoczył na spadochronie i
    wylądował w lesie koło małej wioski. Poszedł do wsi. Przed jedną z chałup siedziała babunia, która na widok agenta rzekła:
    - Oj, ty nie rus!
    Na to agent:
    - Kak ja nie rus? Dawajtje wódki!
    Babunia dała dwa wiadra wódki. Agent wypił, a babcia na to:
    - Nu ty pijesz kak rus, ale ty nie rus.
    - Kak ja nie rus? Dawajtje harmoszku!
    Babunia dała harmonię, agent zagrał, zaśpiewał i zatańczył, a babcia na to:
    - Nu ty pijesz kak rus, ty igrajesz kak rus, ale ty nie rus!
    - Kak ja nie rus? Dawaj, pabrosimsja!
    No i agent przeleciał babcię, aż starowince dech zaparło, ale ona na to:
    - Nu ty pijesz kak rus, ty igrajesz kak rus, ty dupczysz kak rus, ale ty nie rus!
    - Kak ja nie rus? Paczjemu?
    - Bo ty czornyj!

     

    3.

    Holenderska farma, przed wejściem Polski do Unii, Inspekcja Legalności Pracy kontroluje pracujących Polaków.
    - umie pan po holendersku?
    - tak, trochę...
    - ma pan pozwolenie na prace?
    - oczywiście, że mam!
    - a pana kolega tam w pomidorach tez ma?
    - oczywiście, że ma!
    - to niech pan go zawoła
    -JOOOOOOZEEEEK!!!! SPIEEEEEEERRRRRDALAJ!

     

    4.

    Stoi dwóch górali po dwóch brzegach Dunajca. Jeden krzyczy do drugiego:
    - Głęboka?!
    A że było słabo słychać bo szum wody i w ogóle, drugi się drze:
    - To nie Oka, to Dunajec
    Tamten wchodzi i po chwili wpada po szyje i porywa go nurt wody. Jakimś
    cudem się ratuje, przepływa na drugi brzeg, podchodzi do tamtego:
    - Ja ci k** dam "do jajec"!

     

    5. Pijany Kowalski idzie przez park. Nagle zatacza się i wpada na drzewo.
    - Przepraszam pana bardzo...
    Idzie dalej i po chwili znowu zderza się z drzewem.
    - Najmocniej pana przepraszam...
    Zdarza się to jeszcze kilka razy. W końcu zirytowany i porządnie poobijany siada na ławce i mówi:
    - Poczekam, aż ta hołota przejdzie...

     

    6.

    Mamusiu... A co pająk robi?
    - Je biedronkę.
    A co to jest dronka?

     

    7.

    Jeszcze przed wojną w Iraku. Na biurku Saddama H. odzywa się telefon.
    - Słucham - mówi Saddam.
    - Saddam? - odzywa się bełkotliwy głos z silnym akcentem - Słuchaj jestem Paddy, czyli rozumiesz, Irlandczyk. Strasznie mnie wkurwiasz i dlatego wypowiadam ci wojnę.
    - Tak? - zamyślił się Saddam - a ile ty masz żołnierzy?
    - Nooo... jestem ja, mój szwagier i nasi koledzy od rzutek z pubu - w sumie osiem osób!
    - Ale ja mam 1 600 tys. wojska!
    - Tak? To ja jeszcze zadzwonię, tylko się naradzę.
    Za tydzień na biurku Saddama znów dzwoni telefon:
    - Saddam? Znowu mówi Paddy, pamiętasz? Ja w sprawie tej wojny, cośmy ci wypowiedzieli. Poczyniliśmy pewne przygotowania i mamy sprzęt.
    - Tak? A jaki można wiedzieć?
    - Kosiarkę do trawy, traktor ogrodowy i dwa kije do bejsbola!
    - No... ale ja mam 20 tys. czołgów i 30 tys. transporterów opancerzonych, a od ostatniej naszej rozmowy zmobilizowałem dodatkowe pół miliona żołnierzy.
    - To wiesz co? Ja jeszcze muszę parę rzeczy sprawdzić i ci oddzwonię.
    Za kolejny tydzień Paddy dzwoni znów:
    - Saddam? Wiesz ja jeszcze raz w sprawie tej wojny, cośmy ci ją wypowiedzieli. Wiesz co, zapomnij o tym.
    - O! A cóż to skłoniło cię do zmiany decyzji?
    - Bo wiesz, poczytaliśmy ze szwagrem konwencję genewską i doszliśmy do wniosku, że za chuja nie wyżywimy dwóch milionów jeńców.

     

    8.

    Złapali Indianie białego, przywiązali do pala męczarni, postawili strażnika i poszli się naradzić, co z nim zrobić. Siedzi sobie biedak przy palu i myśli. Co tu zrobić? Niestety, mam przerąbane. Mam najbardziej przerąbane jak tylko sobie można wyobrazić. Nagle w chmurach zrobił się niewielki otwór, a przez ten otwór spłynęło na nieszczęśnika jasne, aczkolwiek nieoślepiające światło i usłyszał głos potężny, ale nie ogłuszający, który rzekł:
    - Nie obawiaj się synu, potrzaśnij rękami.
    Potrząsnął. Ku jego zdumieniu więzy opadły.
    - Podejdź do strażnika - mówi dalej głos.
    Podszedł lekko przestraszony.
    - Nie obawiaj się, strażnik śpi - kontynuował Głos.
    - A teraz wyrwij strażnikowi tomahawk i uderz go. To syn wodza.
    Wyrwał i uderzył. Zabił syna wodza i czeka, co dalej. Wtedy Głos z lekkim rozbawieniem:
    - Teraz to masz dopiero przerąbane...

     

    9.

    Jechał facet wielką, wyładowaną po brzegi ciężarówką.
    W pewnym momencie ciężarówka przejeżdżając pod niskim mostem, zablokowała się. Na miejsce przyjechała policja.
    Po chwili policjant wysiada z radiowozu, obchodzi dookoła ciężarówkę i pyta?
    - Co, zablokował się pan?
    - Nie, k...a, most wiozłem i mi się paliwo skończyło!

     

    10.

    Klient hotelu do recepcjonistki:
    K: - Zasłałem łóżko
    R: - Bardzo dziękujemy, zapraszamy ponownie.
    K: - Nie ma spławy.

    •  

    Kolejna porca dowcipów...xD

    11.06.2009

    1.

    Siedzi sobie wędkarz nad rzeka i łowi ryby. Nagle cos mu się tak zdało ze z daleka-daleka słyszy cichutkie "spieeerdaaaalaaaj.....". Chwile się zastanowił... nie no wydawało się, nie ma co zawracać sobie tym głowy. Siedzi dalej i nagle troszeczkę głośniej "spieerdaalaj...". Trochę się tym juz zdenerwował, rozejrzał się dookoła... cisza.... Nic to, łowię dalej - pomyślał... Po kilku chwilach jeszcze wyraźniejsze... "Spierdaaalaj". Zerwał się zdenerwowany na równe nogi... ale cóż to znów cisza.... Ech, co to człowieka na stare lata spotyka, pomyślał znów siadając i zarzucając wędkę... No niestety znów po paru chwilach, teraz juz głośno i wyraźnie słyszy "SPIERDALAJ". Zerwał się, serce mu wali juz miał uciekać, gdy nagle zobaczył cos dziwnego: Rzeką płynie kajakiem koleś, ale zamiast wioseł ma w rekach patelnie i nimi odgarnia wódę... Wędkarza to trochę rozbawiło, wiec zagaduje do gościa:
    - Panie, a nie wygodniej wiosłami?
    - SPIERDALAJ!!!

     

    2.

    Środek nocy, z baru wychodzi nawalony facet i chce iść do domu, jednak nogi odmawiają mu posłuszeństwa.
    Pod barem stoi jedna taksówka, więc facet sprawdza swój portfel i wylicza że ma 15zł. Podchodzi więc do taksówkarza i pyta:
    - Panie ile za kurs na Sienkiewicza?
    - O tej porze to 20.
    - A za 15 nie da rady?
    - Za 15 nie opłaca mi się silnika odpalać.
    - Panie niech Pan się zlituje, późno jest, zimno, ja jestem wcięty, do domu daleko.
    - Facet spadaj i nie zawracaj mi głowy.
    Więc nie było wyjścia facet poszedł na pieszo do domu.
    Następnego dnia idzie ten sam facet ulicą i widzi długą kolejkę taksówek a na samym końcu kolejki stoi ten niemiły taksówkarz. Facet podchodzi więc do pierwszej taksówki i mówi:
    - Ile za kurs na Sienkiewicza?
    - 20zł. - mówi taksiarz.
    - Ja dam panu 50zł za kurs ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda.
    - Spadaj zboku bo zaraz ci dowale.
    Facet podchodzi do 2 taksówki:
    - Ile za kurs na Sienkiewicza?
    - 20zł. - mówi taksiarz.
    - Ja dam panu 50zł za kurs ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda.
    - Odwal się zboczeńcu bo nie ręczę za siebie.
    Facet podchodził do każdej taksówki i sytuacja powtarzała się.
    Podchodzi do ostatniej taksówki - tej spod baru - i mówi do kierowcy:
    - Ile za kurs na Sienkiewicza?
    - 20zł. - mówi taksówkarz.
    - Ja dam panu 50 zł za kurs ale pod warunkiem że ruszy pan powoli i pomacha do wszystkich swoich kolegów taksówkarzy...

     

    3.

    Ksiądz nie wiedział jak na mszy ogłosić zapowiedzi. Narzeczony nazywał się
    Jan Chrzan, a narzeczona nazywała się Maria Jedligówna. Wreszcie powiedział:
    - Marianna z Janem Jedligówna z Chrzanem.

     

    4.

    Jest pogrzeb... Trumna w dole, ludzie rzucają kwiaty... Nagle coś uderzyło w trumnę. Ludzie patrzą po sobie. Facet stojący przy dole mówi:
    - Przepraszam bardzo, kwiaciarnia była zamknięta, kupiłem bombonierkę.

     

    5.

    Z życia wzięte:
    Przychodzi koleś do Mc Donalda i zamawia zestaw.
    - Czy chce Pan powiększone frytki? - pyta sprzedawczyni.
    - Powiększone frytki?! To można tak?
    - Oczywiście - odpowiada z politowaniem babeczka.
    - Rewelacja, to ja poproszę te powiększone frytki.
    Po chwili koleś dostaje zestaw z frytkami. Podnosi jedną z nich, ogląda pod światło badawczym wzrokiem i oznajmia z kamienną twarzą:
    - Przepraszam ja zamawiałem powiększone frytki...
    - No tak, to są powiększone...
    - Nie, ta frytka jest normalna...
    - No tak, bo powiększone, to chodzi o to, że one nie są większe, tylko ma Pan ich więcej...
    - Proszę Pani, czy jakby chciała sobie Pani cycki powiększyć, to by sobie Pani dorobiła trzeciego!?

     

    6.

    Pewna panienka z tzw. prowincji namiętnie kochała kino. Cały ten filmowy świat kusił tak mocno, że postanowiła zostać aktorką. Nie była zbyt rozgarnięta, więc nie wiedziała jak się do tego zabrać. Ktoś znajomy poradził jej:
    - Skontaktuj się z Polańskim, ten podobno lubi pomagać dziewczynom...
    Któregoś dnia będąc w Warszawie udała się do Polsatu. Zagubiona wśród wielu ludzi w budynku, nie wiedziała gdzie iść. Korytarzem akurat przechodził jakiś młody facet z wielkim statywem na plecach. Wyglądał na ważnego, więc panna zagaduje:
    - Przepraszam pana, bardzo zależy mi na rozmowie z Romanem Polańskim. Czy mógłby mi pan pomóc?
    - Dziewczyno, Polański mieszka we Francji i załatwienie takiej rozmowy to co najmniej 300 złotych. Masz tyle!?
    Panienka:
    - Nie mam żadnych pieniędzy, ale zrobiłabym wszystko aby porozmawiać z panem Polańskim.
    - Wszystko??
    - Tak... Wszystko!!
    Po takim oświadczeniu, facet każe dziewczynie iść za sobą.
    Wchodzi do najbliższego pustego pokoju i mówi do niej:
    - Zamknij drzwi i chodź tu.
    Zrobiła to co powiedział. A on wtedy:
    - Klękaj na kolana i otwórz ten zasuwak. Otworzyła.
    - Wyjmij to co tam jest.
    Wyjęła, trzymając rzecz w obu rekach. Wtedy facet powiedział:
    - Dobra, zaczynaj.
    Dziewczyna zbliża usta i cichutko:
    - HALO... PAN ROMAN???

     

    7.

    Dyrektor firmy potrzebował nowego pracownika. Dał ogłoszenie do pracy, jego ludzie przeegzaminowali wcześniej kandydatów... aż zostało ich w końcu 4-rech najlepszych. Aby rzeczywiście wybrać najlepszego dyrektor postanow
    przeegzaminować ich osobiście. Wezwał więc ich do swojego gabinetu i posadził obok siebie. 1-wszego z nich spytał:
    - Co według pana jest najszybsze na świecie?
    Facet pomyślał chwilę i mówi:
    - To myśl. Wpada do głowy, nic jej nie poprzedza po prostu jest.
    - Świetnie - komentuje naprawdę zadowolony z odpowiedzi dyrektor. Zwraca się do 2-giego z tym samym pytaniem.
    - Mrugnięcie - odpowiada kandydat - mruga się okiem cały czas a nawet tego nie zauważamy.
    - Bardzo dobrze - mówi dyrektor i pyta 3-go. Ten miał więcej czasu więc starannie przygotował odpowiedź:
    - No więc w domu mojego ojca jak wyjdzie się na zewnątrz budynku to jest tam taki mur. Jest na nim przycisk jak się go wciśnie to momentalnie zapala się światło na całej posesji. Nie ma nic szybszego niż włączenie światła.
    - Doskonale! A pan? - pyta 4-tego kandydata.
    - Według mnie najszybsza jest sraczka.
    - Co?! - pyta zdziwiony dyrektor.
    - Spokojnie, już wyjaśniam. Widzi pan przedwczoraj źle się poczułem i pobiegłem do kibla. Ale zanim zdążyłem pomyśleć, mrugnąć czy włączyć światło zesrałem się w gacie.

     

    8.

    Facet postanowił wybrać się z żółwiem do kina. Trzyma zwierzątko pod pachą, podchodzi do kasjerki i prosi o bilet.
    - Poproszę jeden normalny i jeden ulgowy, dla żółwia.
    - Przykro mi, ale to nie jest zoo, nie może pan wejść z żółwiem!
    - Ależ to mały żółw, zachowuje się cichutko, przecież nikomu nie będzie przeszkadzał.
    - To porządne kino, proszę nie blokować kolejki!
    - Ależ proszę pani, kupię dwa normalne...
    - Nie i już. Następny!
    Facet odszedł jak niepyszny, za zakrętem wsadził sobie żółwia w spodnie i po chwili wrócił do kasy - pod pachą nie miał już
    tylko pudełko z popcornem, w ręce kolę. Tym razem dostał normalny bilet bez większych problemów.
    W środku seansu postanowił pozwolić biednemu zwierzęciu pooddychać trochę świeżym powietrzem - rozpiął więc rozporek,
    aby żółw mógł w końcu wychylić szyję...
    Rozmowa w tym samym rzędzie - kilka siedzeń dalej:
    - Stary - widziałeś?
    - Co?
    - Ten facet tam - ma fiuta na wierzchu!
    - No i co z tego? To erotyczny film - ty też prawie masz.
    - No... ale mój nie wpieprza popcornu!

     

    9. W pewnej mieścinie był piekarz, który piekł pieczywo nienadające się w ogóle do jedzenia. W sekrecie przed nim zebrali się mieszkańcy i postanowili uradzić co z nim zrobić...
    Radzą tak kilka godzin i nic nie mogą wymyślić... w pewnym momencie wstaje kowal, chłop wielki i barczysty jak wól i mówi :
    - Może mu jebnę?!...
    Na co ludzie mówią:
    - Nie no... tak nie można... w końcu mamy tylko jednego piekarza, nie możemy zostać w ogóle bez...
    I dalej debatują... za jakiś czas znowu wstaje kowal i mówi:
    - To może jebnę stolarzowi... mamy dwóch...

     

    10.

     

    Zebrał wódz indiański "Siedzący Pies" całe swoje plemię na naradę wojenną:
    - Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem?
    - Taaaaak!
    - To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym?
    - Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa!
    Ścięli tomahawkami największą sekwoję w okolicy, wydrążyli ją w trudzie i znoju, według starej, indiańskiej recepty wyprodukowali proch, napchali go do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz rakiety.
    - Gdzie ją wystrzelimy?
    - Na Erewań!
    - A dlaczego na Erewań?
    - Innych miast nie znamy...
    Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili lont.
    I nagle jak nie pierdolnie! Prawdziwy Armagedon: dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu kilkunastu metrów...Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi:
    - Ja pierdolę! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu?

    •  

    No to dzisia coś dla kierowców ;]

    10.06.2009

     

    Nowe taryfy Polskiej drogówki obowiązujące od 10.06.br. (zgodnie z ustawą jakąśtam xDD)


    Taryfa "NOCNA" - daje 50% zniżki na mandaty nocne. Przy zapłacie za rok z góry bonus: przekroczenie prędkości po 23.00 do 50 km/h, możliwość używania tłumików bez homologacji oraz do pięciu niebieskich diod w dowolnych miejscach auta.

    Taryfa "DNI WOLNE" - zniżka do 70% na mandaty w dni wolne od pracy i święta. Dodatkowo pozwala poruszać się całkowicie przerdzewiałym samochodem z dymiącym silnikiem, bez numerów rejestracyjnych i badań technicznych. Zezwala na przewożenie na bagażniku dachowym tapczanu, a w kabinie do 300 sadzonek drzewek, łopaty, grabi i teściowej.

    Taryfa "BLONDYNKA" - umożliwia poruszać się po drogach bez zwracania uwagi na dozwolony kierunek jazdy, zasady pierwszeństwa, zakazy zawracania oraz bez używania kierunkowskazów i lusterek. Można dobrać opcję "PRZYJACIÓŁKI", która pozwala rozmawiać przez komórkę bez zestawów hands-free, rownież w czasie parkowania, przy jednoczesnym malowaniu paznokci, skubaniu brwi i nakładaniu makijażu. Sponsor bonusa - "Cosmopolitan"

    Taryfa "DRIFT" - obowiązuje od maja do października. Obejmuje jazdę w dzień na światłach przeciwmgielnych, raptowne hamowanie, nieoczekiwaną zmianę pasa ruchu, jazda lewym pasem autostrady z prędkością 40 km/h.

    Taryfa "PONIEDZIAŁEK" - pozwala nie dmuchać w alkomat w poniedziałek rano lub w inny poświąteczny dzień. Opcja "KORPORACJA" dodaje do spisu dni świątecznych takie dni, jak: "urodziny szefa", "jubileusz firmy", i "dyrektor zachorował".

    Taryfa "EXCLUSIVE" - pozwala na jazdę po użyciu alkoholu, bez dokumentów, przeciwnym pasem, tyłem do kierunku jazdy.

    Taryfa "EXCLUSIVE-PARLAMENT" - dodatkowo zezwala na jazdę kompletnie zalanemu, również po drogach krajowych.

    Taryfa "GENERALNA" - dopuszcza słowne obrażanie (bez ograniczeń) oraz spowodowanie lekkich obrażeń fizycznych (do trzech zębów lub czterech siniaków) pracownikom drogówki do rangi generała. Klienci, którzy wykupią tę taryfę do września otrzymają kij baseballowy z imienną dedykacją szefa policji.

    Taryfa "ROLNIK" - jazda kombajnem bez ściągniętego headera, wyjazd ciągnikiem lub kombajnem z pola w dowolnym miejscu bez konieczności ustępowania pierwszeństwa przejazdu pojazdom poruszającym się po drogach, jazda wozem drabiniastym z pijanym woźnicą lub koniem (do wyboru)


    Taryfa "TIR" - możliwość jazdy na oleju opałowym, zniżki 50% na mandaty za lewe tachografy oraz zniżki na tirówki 3x w miesiącu full-serwis lub 5x w miesiącu na lodzika

    Taryfa "MOTOR" pozwala na jazdę na motorze na środku jezdni po linii przerywanej bądź ciągłej bez ograniczenia prędkości, a także bez tłumika i kasku w dowolnych warunkach pogodowych.
    Dodatek "SLALOM" pozwala na wyprzedzanie samochodów osobowych i ciężarowych naprzemiennie z prawej i lewej strony bez względu na kierunek jazdy.
    Ponadto klient ma możliwość darmowego skorzystania z porad prawniczych na temat poprawnego spisywania testamentu, a także spisania dokumentów dotyczących oddania organów do pobliskiego szpitala. Umowa obejmuje również możliwość skorzystania z bogatej oferty zakładu pogrzebowego w danej miejscowości

    Taryfa "TRZY DARMOWE NUMERY" - plan taryfowy zapewniający bezkarne wykręcenie trzech dowolnych sprzecznych z prawem numerów tuż pod komendą wojewódzką. Koszty sprzątania po stłuczkach i kolizjach według taryfikatora lokalnego operatora.

    Taryfa "STUDENT": zezwala na jazdę po rondzie tyłem, jazdę w sześciu Maluchem, jazdę po spożyciu alkoholu i "lekkich" narkotyków. Do abonamentu talon na jeden posiłek w barze mlecznym dziennie.

    Taryfa "DAWCA" - nakazana jest jazda powyżej 160 km/h. Kierowca nie ponosi prawnych konsekwencji, niemniej jest ścigany - przez karetkę z biorcą i karawan.


    Taryfa "BEZ LIMITU" - przy wykupieniu tej taryfy klient otrzymuje mundur, czapkę, pałkę i odznakę funkcjonariusza drogówki.

     

    •  

    Dziś jeden tekst...za to dłuugi i wulgrany....tylko ostrzegam xD

    09.06.2009

    Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymało. Podczas "uniesienia" z Joasią, coś we mnie pękło, i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały. Szybciej niż Polonezem Siwego.
    Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się, że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr 2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego. Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami, Cherubin, kurwa jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:
    - Nazwisko?
    - C., Ryszard C.
    - Miejsce zamieszkania na Ziemi?
    - Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej.
    - Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie? A potem burdel w papierach...
    Zimny pot mnie oblał. Więc jednak kurwa umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja pierdole, dożywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę, na jaka mnie było stać i cicho spytałem:
    - Piekło?
    - Dupa tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skierują do sektora Krakowskiego. No szczęść Boże!
    Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:
    - Halo, obywatelu! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie, bo następna wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.
    Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od zajebania dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować, że do Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek.
    Zobaczyłem w końcu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają. Zaraz też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się, że to góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A ćmiki rozdaje Św. Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy, siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach.
    Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipka, wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, że można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać, których tu więcej niż na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą. Mały chudy, taki wypłosz. Klepnąłem go w łopatkę i mówię.
    - Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.
    Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.
    - Kurwa, piwka bym się napił - powiedział Góral, okazało się, że piwko nam dadzą, ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno.
    Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było w sumie ok, a u Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.
    Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMISNISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego. Obiecałem mu, że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i specjalne okazje. Kurwa, jak w wojsku... magazynierem był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole jak zgubię, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują.
    Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem, bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko. Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w życie Niebiańskie.
    - Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają, bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim we wszystkich językach nie pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów, zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypią jak choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać, bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy, Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyjebałem z pokoju. Takie to skurwiele przebierańcy. Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leja się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam dojebano, tęgo. Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz przejebane. Do raportu idziesz. W każda niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami pojebani jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i skrzydła z aureolą zajebią, a wtedy raport. Dużo znanych umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało, pojebani. Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37 powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi dojebał. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi chłopa. Z taka kurwą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te XXX. W wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata są Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 58. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88 piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie strzelił. Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.
    Marian polazł, a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra się ze skrzydłami!!! Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok. Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa wpadła.
    -Kurwa mać!
    Poszedłem po jakiś przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić? Idę się rozglądnąć, po sektorze Krakowskim, skoczę do knajpy, może jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. Może niedługo Joasia ze smutku za mną wykituje i dołączy? Fajnie by było.
    Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co chwila spotykałem zawianych aniołów - znak, że dobrze idę.
    Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa - no, to jest knajpa!! Wielkości Maracany, stoliki 4 -osobowe, bar cały ze złota. Przyśpieszyłem kroku, wyminąłem grupkę najebanych w trupa aniołów śpiewających:
    - NIECH ŻYJE NAM REZERWA!!!!
    I już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi wąsami. Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki. Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się zażarta kłótnia między kilkoma aniołami:
    - Ty dupa jesteś nie Janosik!
    - Ja nie jestem Janosik?!! Ty chuju zajebany... Jak ja ludzi prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś...
    Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu zajebali. Kopnąłem go w biodro i mówię:
    - Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą
    Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany zapisane, nad moim pisuarem widniał napis: PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKĘ SPRZEDAŁ. Niżej było: CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927 he, he... dopisałem: III LIGA - A.D. 2001.
    Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole, a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi, ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem, można by go przenieść, bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręką:
    - To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim zostawiła. Aureole zostawia w barze i chleje na umór. Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś. Zastanawiałem się, czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale zdecydowałem, że jeszcze nie czas. Może później.
    W drodze do pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Mi się spać chciało, tyle emocji.... Obudziło mnie szarpanie i krzyk bladego jak prześcieradło Mariana:
    - Wstawaj, coś ty narobił!! Wstawaj... chłopie coś ty wykręcił?!
    Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, że szuka mnie od godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do Głównego.... Przeraziłem się. Kurwa, za co? Za kopnięcie Bieruta? A może za wyrwanie jakiejś szychy niebiańskiej? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego Nieba, czy poddać się. Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że do Raportu idę.
    Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem: DYREKCJA - GŁÓWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało. Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował ćmikiem. Potem tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu:
    - Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W.
    Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.
    - No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie?! Co?!! - zagrzmiał Główny.
    - Ale.. ja...
    - Jakie, kurwa mać, JA... Jakie ja? Opiliście się i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu taki kawał wycinacie. Pokoje żeście pomylili. Ryszard miał żyć, a obok w pokoju już tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera. Zdegraduję was!!! - grzmiał dalej Główny.
    Ja sobie ćmika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie...
    - I co my z panem, panie Rysiu zrobimy? - popatrzył na mnie po ojcowsku - Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać...
    Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla dołączą, Polska gra w ćwierćfinałach, laski są świetne. ale znów na Ziemi, Lew, Joasia, chłopaki ze spirytusem, Polska w finałach, Legia mistrzem, Wisła z każdym prawie dostaje..., Mamusia mi gotuje...
    - Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę.
    Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok. Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu, z którego wylatują co chwila kolejne dusze.
    Błysło, hukło, jebło i znalazłem się znów w mym ciele. Spocony, ciężko oddychając leżałem na Joasi. Tak samo spoconej i ciężko oddychającej:
    - Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałam jazdę...
    - Oooo, a jaką ja....

Stránky: 2

1